Warunki sakramentu pokuty - anagram Anagram. autor: Siostrakatechetka. Klasa 3 Klasa 4 Klasa 5 Religia. Warunki sakramentu pokuty Koło fortuny. autor: Elzbietastchwsk. Klasa 2 Religia. Słowa ustanowienia sakramentu pokuty Brakujące słowo. autor: Asiamarek98. Warunki sakramentu pokuty Brakujące słowo.
pięć warunków dobrej spowiedzi: Rachunek sumienia. Żal za grzechy. Mocne postanowienie poprawy. Szczera spowiedź. Zadośćuczynienie Panu Bogu i bliźniemu. Zgodnie z Katechizmem Kościoła Katolickiego (KKK 1491), sakrament pokuty składa się z trzech aktów penitenta oraz z rozgrzeszenia kapłana. Aktami penitenta są:
Święta Kongregacja Nauki Wiary. NORMY DUSZPASTERSKIE DOTYCZĄCE UDZIELANIA SAKRAMENTALNEGO ROZGRZESZENIA OGÓLNEGO *. Chrystus Pan ustanowił sakrament pokuty, by wierni, którzy popełnili grzechy, otrzymali od miłosierdzia Bożego przebaczenie wyrządzonej Bogu zniewagi oraz dostąpili pojednania z Kościołem (por. Konst. Lumen gentium, 11).
Sytuacje te są związane również z praktyką sakramentu pokuty, bowiem to (PDF) Wykorzystanie seksualne oraz nadużycie władzy wobec bezbronnych dorosłych – wyzwania sakramentu pokuty i pojednania w świetle nauczania papieża Franciszka | Wojciech Kućko - Academia.edu
Józefa Oblubieńca NMP w Żarach z grupy prowadzonej przez ks. Arkadiusza Cygańskiego. I Sylwetka kandydata, który jest gotowy przyjąć sakrament bierzmowania: uczestniczy w Eucharystii niedzielnej; przystępuje do sakramentu pokuty i pojednania; przeżywał Triduum Paschalne (od Wielkiego Czwartku do Wigilii Paschalnej włącznie)
Vay Tiền Trả Góp Theo Tháng Chỉ Cần Cmnd Hỗ Trợ Nợ Xấu. Vaniliowa225 1. Rachunek sumienia - przypominamy sobie wszystkie nasze grzechy, które Żal za grzechy - żałujemy za wszystkie grzechy, które sobie przypomnieliśmy w rachunku Mocne postanowienie poprawy - (tutaj niestety nie umiem wytłumaczyć ;//)4. Szczera spowiedź - idziemy do kościoła, podchodzimy do konfesjonału i jeżeli jest ksiądz, spowiadamy sie wymieniając wszystkie nasze Zadośćuczynienie Panu Bogu i bliźniemu - dostajemy od księdza pokutę do odmówienia. Po przyjściu do domu sięgamy do książeczki z modlitwami i odmawiamy zadaną nam nadzieję, że jakoś pomogłam i liczę na naj ^^
Sakrament pokuty i pojednania sprawowany jest w naszej parafii codziennie 15 minut przed Eucharystią. W pierwszy piątek miesiąca w Zagórzycy od do i w Damnicy od Warunki dobrej spowiedzi świętej: Rachunek sumienia Rachunek sumienia jest jednym z 5 warunków dobrej spowiedzi; jego celem jest przygotowanie chrześcijanina do przyjęcia sakramentu pokuty. Rachunku sumienia nie należy traktować wyłącznie jako spisu złych uczynków i przewinień. Trzeba odkryć również przyczyny nagannego postępowania, żeby móc je wyeliminować w przyszłości. Ważne jest także, aby człowiek, który wykonuje rachunek sumienia, był wobec siebie uczciwy, a nie pobłażliwy oraz nazywał zło po imieniu. Owa uczciwość dotyczy również dostrzegania swoich zalet i dobrych uczynków. Rachunek sumienia jest całościowym spojrzeniem na własne życie. Głównym odniesieniem w ocenie własnego zachowania powinny być słowa i czyny samego Jezusa Chrystusa. Katechizm Kościoła Katolickiego zaleca, aby rachunek sumienia był przeprowadzony w świetle słowa Bożego. Najbardziej nadają się do tego teksty, których należy szukać w Dekalogu i w katechezie moralnej Ewangelii i Listów Apostolskich: w Kazaniu na Górze i pouczeniach apostolskich (KKK 1454). Św. Ignacy Loyola, założyciel zakonu jezuitów, zalecał codzienny rachunek sumienia jako ćwiczenie duchowe. Celem takiej praktyki jest uzyskanie większej kontroli nad własnym postępowaniem i, w konsekwencji, unikanie grzechów ciężkich. Rachunek sumienia powinien być poprzedzony i zakończony modlitwą. Modlitwa przed rachunkiem sumienia Wszechmogący i miłosierny Boże, oświeć mój umysł, abym poznał grzechy, które popełniłem, i odmień moje serce, abym szczerze nawrócił się do Ciebie. Niech Twoja miłość zjednoczy mnie ze wszystkimi, którym wyrządziłem krzywdę. Niech Twoja dobroć uleczy moje rany, umocni moją słabość. Niech Duch Święty obdarzy mnie nowym życiem i odnowi we mnie miłość, aby w moich czynach zajaśniał obraz Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje na wieki wieków. Amen. Modlitwa po rachunku sumienia Boże mój Ojcze wiem, że mnie kochasz, że obdarzyłeś mnie niezliczonymi dobrodziejstwami i przeznaczyłeś do życia wiecznego. Po zbadaniu stanu swego sumienia szczerze boleję, bo jestem niewdzięcznym Twym dzieckiem: przekraczałem świadomie i dobrowolnie Twoje nakazy, popadając w liczne grzechy. Bardzo żałuję, że tak postępowałem, wyrzekam się grzesznego postępowania, chcę na nowo kochać Ciebie ponad wszystko, chcę szczerze wyznać wszystkie moje grzechy i poprawić się, licząc na Twoją łaskę. Wracając do Ciebie, chcę ufnie trwać w społeczności Twojego Kościoła, we wspaniałej społeczności świętych obcowania. Żal za grzechy Żal za grzechy należy do tzw. aktów penitenta (łac. paenitens – pokutujący) i zajmuje wśród nich pierwsze miejsce według Katechizmu Kościoła Katolickiego, jednak powinien on być poprzedzony rachunkiem sumienia. Sobór Trydencki określił żal za grzechy jako: Ból duszy i znienawidzenie popełnionego grzechu z postanowieniem niegrzeszenia w przyszłości. (KKK 1451). Człowiek, który żałuje złego postępowania, zwraca się ponownie ku Bogu. Wyróżnia się żal doskonały, mający swoje źródło w miłości do Boga oraz żal niedoskonały, wynikający z innych pobudek np. lęku przed karą. Do tego, aby sakrament pokuty był ważny, czyli Bóg wybaczył nam grzechy, wystarczy żal niedoskonały. Żal za grzechy uważany jest za najważniejszy warunek spowiedzi. Jest on konieczny, aby Bóg przebaczył człowiekowi. Jeśli człowiek nie żałuje za grzechy, to spowiedź jest nieważna, nawet jeśli kapłan udzielił nam rozgrzeszenia. Żal doskonały: Zwany także „żalem z miłości”, gdyż wypływa z miłości do Boga. Taki żal odpuszcza grzechy powszednie, ale przynosi także przebaczenie grzechów śmiertelnych, pod warunkiem, że osoba, która żałuje, postanawia przystąpić do spowiedzi, gdy tylko będzie miała taką możliwość. Przykładem takiego żalu doskonałego jest postawa nawróconej grzesznicy, która łzami obmyła stopy Jezusa, a następnie namaściła je olejkiem. Wówczas Chrystus rzekł do Szymona, faryzeusza, w którego domu przebywał: «Widzisz tę kobietę? Wszedłem do twego domu, a nie podałeś Mi wody do nóg; ona zaś łzami oblała Mi stopy i swymi włosami je otarła. Nie dałeś Mi pocałunku; a ona, odkąd wszedłem, nie przestaje całować nóg moich. Głowy nie namaściłeś Mi oliwą; ona zaś olejkiem namaściła moje nogi. Dlatego powiadam ci: Odpuszczone są jej liczne grzechy, ponieważ bardzo umiłowała. A ten, komu mało się odpuszcza, mało miłuje». Do niej zaś rzekł: «Twoje grzechy są odpuszczone». (Łk 7,44-48) Żal niedoskonały: Jest darem Bożym, efektem poruszenia Ducha Świętego. Jest to postawa skruchy, która nie rodzi się z miłości do Boga, ale wypływa z innych motywów np. rozważania zła, brzydoty grzechu oraz strachu przed karą Bożą. W przeciwieństwie do „żalu doskonałego” taki żal sam w sobie nie może przynieść przebaczenia grzechów ciężkich. Przykładem takiego żalu niedoskonałego jest żal syna marnotrawnego, który wrócił do ojca, gdyż cierpiał głód i niedostatek: Wtedy zastanowił się i rzekł: Iluż to najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja tu z głodu ginę. Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie; już nie jestem godzien nazywać się twoim synem: uczyń mię choćby jednym z najemników. (Łk 15,17-19). Mocne postanowienie poprawy To owoc szczerego żalu za grzechy. Postanowienie poprawy jest postanowieniem, że zrobimy wszystko, aby dany grzech się nie powtórzył. Wiąże się to też z zerwaniem z tym, co powoduje złe postępowanie np. nieodpowiednim towarzystwem. Jest to decyzja pracy nad sobą, która obejmuje nie tylko unikanie grzechu, ale także czynienie jak najwięcej dobra. Poprawa życia jest możliwa dla każdego człowieka. Mocne postanowienie poprawy jest trzecim z 5 warunków dobrej spowiedzi; jest owocem szczerego żalu za grzechy. Mocne postanowienie poprawy jest postanowieniem, że zrobimy wszystko, aby dany grzech się nie powtórzył. Powinno być zatem konkretne – dotyczyć szczegółowo określonych grzechów. Najpierw skupiamy się na jednym z nich, staramy się go wyeliminować z naszego postępowania, a kiedy sobie poradzimy z tym zadaniem, przechodzimy do następnego. Można ułożyć sobie plan i realizować go metodą małych zwycięstw, poczynając od grzechu, który najdotkliwiej ciąży nam na sumieniu albo tego, który jest źródłem innych. Ważna jest również proporcjonalność do winy oraz realność wykonania postanowienia. Świadoma decyzja pracy duchowej wiąże się także z zerwaniem ze wszystkim, co człowieka do grzechu prowadzi, np. z nieodpowiednim towarzystwem. Postanowienie poprawy obejmuje nie tylko unikanie grzechu, ale także chęć czynienia jak najwięcej dobra – człowiek, który postanawia poprawę, wybiera dobro. Ten wybór musi być jednak szczery; nie może być tylko pustą deklaracją wobec spowiednika. Gotowość do przemiany życia powinna narodzić się w sercu grzesznika. Jeśli takiej gotowości nie ma, to spowiedź jest nieważna, nawet jeśli ksiądz wypowiedział nad wierzącym słowa rozgrzeszenia. W takiej sytuacji penitent dodatkowo obciążył się grzechem kłamstwa oraz grzechem znieważenia Sakramentu. Zmiana życia, choć trudna, jest możliwa dla każdego człowieka. Osoba, która się jej podejmuje, powinna być cierpliwa i wspierać się modlitwą. Szczera spowiedź Szczera spowiedź polega na wyznaniu wobec kapłana wszystkich grzechów, które przypomnieliśmy sobie, robiąc rachunek sumienia, czyli zarówno grzechów ciężkich, jak i powszednich. W czasie spowiedzi powinno się również wyjawić motywy swojego postępowania. Ukrywanie grzechów przed księdzem czyni spowiedź nieważną. Należy również pamiętać, że spowiednik jest tylko pośrednikiem, a w rzeczywistości spotkanie przy konfesjonale, jest spotkaniem z samym Jezusem. Spowiedź jest pojednaniem z Bogiem. Spowiedź, czyli wyznanie grzechów, jest czwartym z warunków sakramentu pokuty. Przez spowiedź człowiek bierze odpowiedzialność za własne grzechy, przyznaje się do nich, a przez to na nowo otwiera się na Boga oraz Kościół. Miejscem właściwym przyjmowania spowiedzi jest kościół lub kaplica. Każdy katolik ma obowiązek przystąpienia do spowiedzi co najmniej raz w roku. Spowiedzią bywa nazywany także cały sakrament pokuty. Spowiedź prywatna: Spowiedź osobista (zwana również prywatną/indywidualną/uszną) jest uznawana przez Kościół za najbardziej wymowną formą pojednania z Bogiem i Kościołem. Jedynie niemożliwość fizyczna lub moralna zwalnia od takiej spowiedzi. Spowiedzi nie należy przyjmować poza konfesjonałem, z wyjątkiem uzasadnionej przyczyny. Na spowiedzi należy wyznać kapłanowi wszystkie grzechy śmiertelne, których spowiadający się są świadomi. Grzechy ciężkie, których penitent nie wyzna, nie zostaną mu bowiem odpuszczone. Z kolei wyznawanie grzechów powszednich nie jest konieczne, ale jak najbardziej przez Kościół zalecane, bowiem regularne spowiadanie się z nich pomaga nam kształtować wiernemu sumienie i walczyć ze złymi skłonnościami. Spowiednik jest zobowiązany do zachowania absolutnej tajemnicy odnośnie grzechów wyznanych przez penitenta. Nie może on wykorzystywać żadnych wiadomości o ich życiu, jakie uzyskał w czasie spowiedzi. Tajemnica ta nie dopuszcza żadnych wyjątków. Kościół przewiduje surowe kary dla kapłana, który złamie tajemnicę spowiedzi. Tajemnica spowiedzi obowiązuje także osoby trzecie, które poznały jej treść zarówno przypadkowo, jak i nieprzypadkowo (np. tłumacze). Spowiedź publiczna: Przez spowiedź publiczną/powszechną można rozumieć początkową część Mszy świętej w Kościele rzymskokatolickim, kiedy kapłan i zgromadzeni wierni odmawiają następującą formułę: Spowiadam się Bogu wszechmogącemu i wam, bracia i siostry że bardzo zgrzeszyłem myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem: moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina. Przeto błagam Najświętszą Maryję, zawsze Dziewicę, wszystkich Aniołów i Świętych, i was bracia i siostry o modlitwę za mnie do Pana Boga naszego. Jest to jednak wyłącznie akt pokuty wiernych, a wypowiedzenie tych słów nie niesie za sobą rozgrzeszenia. Równocześnie jednak spowiedzią publiczną/powszechną nazywa się wspólnotową celebrację z ogólną spowiedzią i ogólnym rozgrzeszeniem. Do takiej spowiedzi, określanej także absolucją zbiorową, dochodzi w szczególnych przypadkach. Jej konieczność może zaistnieć, gdy zachodzi niebezpieczeństwo śmierci, a kapłan (lub kapłani) nie ma czasu wysłuchać wyznania grzechów każdego z wiernych. Trzeba pamiętać jednak, że po otrzymaniu generalnego rozgrzeszenia wierni muszą się wyspowiadać indywidualnie, gdy tylko będą mieli do tego okazję. Spowiedzi publicznej nie należy mylić ze spowiedzią generalną, która jest spowiedzią indywidualną, w trakcie której wierny wyznaje swoje grzechy popełnione w ciągu całego życia. Zadośćuczynienie Panu Bogu i bliźniemu Zadośćuczynienie Panu Bogu i bliźniemu to piąty, czyli ostatni, warunek dobrej spowiedzi. Stanowi zatem zwieńczenie i dopełnienie sakramentu pokuty i pojednania. Zadośćuczynienie jest naprawieniem zła, które zostało przez grzesznika wyrządzone. Przede wszystkim należy podjąć konkretne działania, które będą wynagrodzeniem bliźniemu za krzywdy, których doznał z naszej strony np. należy oddać skradzione pieniądze bądź przywrócić dobrą sławę temu, kto został oczerniony i przeprosić za wypowiedziane oszczerstwa. W powszechnym rozumieniu zadośćuczynienie obejmuje pokutę nałożoną przez kapłana, ale trzeba zaznaczyć, że owa zadana pokuta jest wyłącznie symboliczną formą zadośćuczynienia. Każdy grzech osłabia relację człowieka z Bogiem. Zadośćuczynienie potrzebne jest zatem, aby w pełni odzyskać zdrowie duchowe. Niektóre formy pokuty, np. modlitwy, jałmużny, służby bliźniemu, dobrowolnego wyrzeczenia, pomagają upodobnić się do Chrystusa; wiążą się z Jego naśladowaniem i sprawiają, że człowiek staje się lepszy. Ponadto samo zadośćuczynienie dokonane może być tylko dzięki Jezusowi. Sam człowiek nie może z siebie nic uczynić, ale wszystko możemy w Tym, który nas umacnia (Flp 4, 13). Zadośćuczynienie jest dowodem, że człowiek faktycznie pragnie zmiany swojego postępowania. Ma ono charakter obligatoryjny, jest obowiązkowe i świadczy o prawdziwym nawróceniu serca grzesznika. Konieczne jest zatem szczere zaangażowanie. Powinno być również adekwatne i proporcjonalne do popełnionego grzechu. Człowiek powinien zadośćuczynić należy w jak najkrótszym czasie od spowiedzi.
Nikt z nas nie jest bez grzechu i dlatego każdy z nas potrzebuje refleksji nad sobą, czujności i nawrócenia. Punktem wyjścia w tym procesie jest rachunek sumienia. Dla człowieka dojrzałego rachunek sumienia to taka refleksja nad przeszłością, której sensem jest budowanie lepszej teraźniejszości i szlachetniejszej przyszłości. Rachunek sumienia nie jest zatem celem samym w sobie. Upewnia nas o tym wspomniana wcześniej historia Judasza, który popadł w rozpacz, gdyż poprzestał na rachunku sumienia zamiast pójść ze swoim grzechem do Jezusa. Sensem rachunku sumienia nie jest zatem skupianie się na przeszłości, lecz wyciąganie z niej wniosków po to, by w dojrzalszy sposób żyć w teraźniejszości oraz by mieć nadzieję na jeszcze dojrzalszą przyszłość. Rozwój i trwałą radość można osiągnąć jedynie na fundamencie prawdy o samym sobie i o własnym postępowaniu. Rachunek sumienia zaczyna się od refleksji, ale prowadzi do podjęcia określonych decyzji oraz do stanowczego działania. Uznanie prawdy o sobie umożliwia rozwój świadomości moralnej człowieka, a przez to staje się niezawodną drogą do miłości, wolności i życia w świętości dzieci Bożych. Tak właśnie postąpił syn marnotrawny, który najpierw zastanowił się nad swoim dotychczasowym życiem, a następnie podjął stanowczą i odważną decyzję: Zabiorę się i pójdę do mego ojca (Łk 15, 18). Każdy z nas jest człowiekiem niedoskonałym i grzesznym. Właśnie dlatego każdy z nas powinien codziennie od nowa podejmować decyzję powracania do Boga. Także wtedy, gdy danego dnia nasze odejścia od miłości i prawdy były niewielkie. A nawet wtedy, gdy danego dnia czyniliśmy dobro i kochaliśmy w dojrzały sposób, bo przecież nie istnieją granice rozwoju i świętości. To nieustanne powracanie do Boga i do coraz większej wierności naszemu powołaniu wymaga codziennego rachunku sumienia. Człowiek roztropny każdego dnia uważnie przygląda się temu, co czyni ze skarbem swojego życia, jak odpowiada na niezwykłą miłość Boga do człowieka, na ile rozwija talenty, które otrzymał od Stwórcy, w jaki sposób traktuje Boże marzenia, które odkrywa w swoim sercu. Człowiek dojrzały wie, że szczytem odwagi nie jest mierzenie się ze śmiercią, lecz z życiem. Ma też świadomość, że początkiem tej odwagi jest uczciwe i codzienne zaglądanie do własnego sumienia. Warunkiem nieustannego powracania do Boga i wzrastania w świętości jest mówienie sobie z miłością najbardziej nawet bolesnej prawdy o własnym postępowaniu. Codzienny szczery rachunek sumienia jest możliwy dla tych, którzy czują się nieodwołalnie kochani przez Boga. Badanie własnego sumienia to bowiem nie tylko refleksja nad samym sobą. To przede wszystkim spotkanie z Chrystusem, który jest dla mnie Prawdą, Drogą i Życiem. Rachunek sumienia określa zatem nie tylko stan mojej świadomości, ale też jest zwierciadłem mego serca i modlitwy. Właśnie dlatego rachunek sumienia prowadzi do spotkania z Chrystusem w sakramencie pojednania Również w tej dziedzinie życia sprawdza się ewangeliczna zasada, że kto ma, temu jeszcze dołożą, a kto nie ma, ten utraci to niewiele, co posiada. Im bardziej prawe i wrażliwe kształtuje ktoś w sobie sumienie oraz im częściej przeprowadza odważną analizę swego postępowania, tym bardziej owocny jest jego każdy następny rachunek sumienia. Natomiast im bardziej ucieka ktoś od prawdy o sobie dzisiaj, tym bardziej zaślepiony na prawdę o własnym postępowaniu będzie następnego dnia. W konsekwencji taki człowiek znajdzie się w sytuacji trudniejszej niż ktoś, kto utracił wzrok. Niewidomy wie bowiem o tym, że nie widzi drogi, którą idzie. Tymczasem ten, kto oszukuje samego siebie, nie wie — lub nie chce wiedzieć - tego, że nie widzi prawdy o własnym postępowaniu. Właśnie dlatego najgroźniejszą fobią współczesnych ludzi jest lęk przed prawdą o sobie oraz o skutkach własnego postępowania. Bywają takie sytuacje i okresy w naszym życiu, kiedy mamy szansę na wyjątkową mobilizację i jeszcze bardziej radykalną, uroczystą decyzję o powracaniu do Boga czy o wzrastaniu w Jego świętości. Istnieją przynajmniej trzy sytuacje, w których codzienny rachunek sumienia powinien przyjąć jeszcze bardziej pogłębioną i szczegółową formę. Chodzi tu o rachunek sumienia przed spowiedzią, rachunek sumienia na zakończenie rekolekcji, a także rachunek sumienia z całego życia przed spowiedzią generalną. Ta ostatnia sytuacja jest pożyteczna szczególnie wtedy, gdy ktoś — podobnie jak syn marnotrawny — odszedł daleko od Boga i od samego siebie. Spowiedź generalna jest również bardzo wskazana wtedy, gdy ktoś podejmuje wyjątkowo ważne decyzje w swoim życiu, na przykład decyduje się na zwarcie małżeństwa, przyjęcie święceń kapłańskich lub złożenie ślubów zakonnych. Podejmowanie decyzji na całe życie i dochowanie wierności podjętym zobowiązaniom jest możliwe tylko dla tych, którzy dojrzale kochają i którzy są ludźmi prawego sumienia. 2. Sakramenty to spotkanie z Bogiem Rachunek sumienia uświadamia nam naszą grzeszność i niedoskonałość i dlatego z natury prowadzi do spotkania z Bogiem w sakramencie pokuty i pojednania. Tradycyjnie sakramenty Kościoła definiuje się jako skuteczny i widzialny znak niewidzialnej łaski Bożej. Takie określenie może być mylące, gdyż jest wzięte ze świata rzeczy. Gorzej zatem pasuje do świata osób, gdyż może sugerować, że magiczne działanie sakramentów, a zatem niezależne od stopnia świadomości i współpracy człowieka z Bogiem. Każdy sakrament to niezwykłe spotkanie Boga i człowieka. To powtórzenie dzisiaj - tu i teraz - tego, czego dokonywał Chrystus wobec ludzi, których spotykał w czasie swojej widzialnej obecności na ziemi. On przemawiał wtedy z mocą, uzdrawiał całego człowieka — jego ciało i jego ducha, odpuszczał grzechy, umacniał do dobra, pomagał iść drogą nawrócenia i świętości, uczył mądrze myśleć i dojrzale kochać, przywracał nadzieję. Sakramenty to moc wychodząca z Chrystusa, który żyje na wieki. To arcydzieła Boże w Kościele, który został ustanowiony przez Chrystusa jako znak Jego nowego i wiecznego przymierza z człowiekiem. Celem spotkania sakramentalnego Boga z człowiekiem jest umocnienie każdego z nas Bożą obecnością, prawdą i miłością po to, byśmy już teraz, w życiu doczesnym, postępowali jak dzieci Boże. Skutki sakramentów nie pojawiają się jednak w sposób magiczny, gdyż zależą nie tylko od mocy Boga, ale też od usposobienia i dojrzałości człowieka, który spotyka się z Bogiem w danym sakramencie. W sakramentach świętych Bóg proponuje każdemu z nas pełnię swych darów, ale każdy z nas przyjmuje te Jego dary w niepowtarzalny i sobie tylko właściwy sposób. Nie różnimy się zatem tym, co Bóg ofiaruje nam w sakramentach, ale tym, w jaki sposób przyjmujemy Jego łaskę, czyli miłość. Sakrament to niezwykłe spotkanie Boga z człowiekiem, poprzez które człowiek zostaje przemieniony i umocniony Bożą miłością i Bożą prawdą na tyle, na ile otwiera się na wdzięczne i owocne przyjęcie tych Bożych darów. Tego typu spotkanie z Bogiem i umocnienie ma miejsce w szczególnie dla nas ważnych chwilach życia. Sakrament pokuty i pojednania to spotkanie z Bogiem w sytuacjach, w których potrzebujemy uwolnienia się z grzesznej przeszłości i/lub umocnienia na drodze świętości. Sakrament ten — podobnie jak inne sakramenty — nie działa jednak w sposób magiczny. Sakrament pokuty i pojednania to nie jakiś łatwy sposób na zamknięcie grzesznej przeszłości. Nie ogranicza się on tylko do wyznania grzechów i do przyjęcia z wiarą słów rozgrzeszenia, które w imieniu Boga i Kościoła wypowiada spowiednik. 3. Warunki sakramentu pokuty i pojednania Owocne przeżycie sakramentu pokuty i pojednania wymaga spełnienia konkretnych warunków. Pierwszym z tych warunków jest uczciwe przeprowadzenie rachunku sumienia, a zatem odważny wysiłek pójścia w głąb prawdy o sobie. Chodzi tu nie tylko o dokonanie spisu win, ale też o odkrycie motywów własnego postępowania, żeby eliminować przyczyny, a nie tylko przejawy własnej słabości i grzeszności. Rachunku sumienia przed sakramentem pokuty warto dokonać w świetle Pisma Świętego, zwłaszcza w świetle wybranego fragmentu z Ewangelii czy z Listów Apostolskich. Oczywiście zawsze głównym odniesieniem do rachunku sumienia jest konfrontowanie własnego postępowania ze słowami i czynami Jezusa. Drugi warunek owocnego przeżycia sakramentu pokuty i pojednania to szczery i dojrzały żal za grzechy. Taki żal nie wynika ze strachu przed karą czy z lęku o reakcję Boga na moje złe czyny. Lęk prowadzi bowiem nie do żalu, lecz — podobnie jak w przypadku Adama — do ukrywania się przed Bogiem i do ucieczki od Boga. Dojrzały żal nie wynika też z tego, że zło, które popełniłem, przyniosło mi bolesne konsekwencje. Nie wszystkie przecież grzeszne czyny powodują natychmiast odczuwalne negatywne skutki. Dla przykładu obżarstwo, grzech seksualny czy sięganie po narkotyk może początkowo wiązać się nawet z chwilowym doświadczeniem przyjemności czy emocjonalnej ulgi. Żal dojrzały to zatem coś znacznie więcej niż strach przed karą czy efekt bolesnego cierpienia, które dotyka nas na skutek popełnionych grzechów. Prawdziwy żal za grzechy to owoc świadomości, że wtedy, gdy krzywdzę siebie samego lub kogoś innego, to największy ból zadaję samemu Bogu. Wiem przecież, że Bóg kocha mnie nad życie i że mój los leży Mu na sercu bardziej niż najwspanialszym nawet rodzicom leży na sercu los ich dzieci. Głęboki i owocny żal za grzechy nie polega na tym, by włożyć na siebie wór pokutny, czy zrobić smętną minę, lecz na tym, że kruszeje moje serce, które Bóg widzi, ze staje się ono sercem, które jest zdumione i zachwycone Bożą miłością. Trzeci warunek owocnego przystąpienia do sakramentu pokuty i nawrócenia jest szczere wyznanie grzechów. Szczerość ta powinna obejmować nie tylko uczciwe wyznanie grzechów, ale też równie otwarte wyjawienie ich ostatecznych motywów. Wyznanie własnych win zawsze boli i niepokoi. Nie jest — i nie powinno być! - mówić o własnych słabościach i grzechach w sposób łatwy i bez bólu. Im dojrzalszy jest człowiek, tym bardziej jest świadomy miłości, jaką otrzymuje od Boga i niektórych ludzi i tym bardziej boleśnie przeżywa to, że rozczarował samego siebie i zadał ból tym, którzy go kochają. Szczere wyznanie grzechów powinno boleć. Powinno być szczerością aż do bólu. Właśnie dlatego niepokojącym znakiem jest sytuacja, gdy ktoś bez cierpienia, zawstydzenia i rozgoryczenia samym sobą mówi o swoich grzechach. Nawet wtedy, jeśli są to „tylko” grzechy powszednie. „Bezstresowe” wyznawanie grzechów to zwykle przejaw chorej pokory, albo braku elementarnej dojrzałości psychicznej. Tego typu niedojrzałość sprawia, że niektórzy ludzie obnoszą się publicznie ze swoimi grzechami czy zaburzeniami i „spowiadają się” z nich przed kamerami telewizji. Spowiedź to nie magiczna „pralnia” grzechów, lecz pojednanie z Bogiem - Miłością po to, żebym mógł pojednać się z samym sobą i z bliźnimi. Człowiek dojrzały rozumie, że sensem wyznania grzechów nie jest uniżenie siebie, lecz przemiana samego siebie poprzez spotkanie z Bogiem, który jest miłością i któremu mam odwagę powiedzieć więcej niż sobie, bo On kocha mnie nieskończenie bardziej niż ja potrafię pokochać samego siebie. Ból szczerego wyznania grzechów wiąże się z doświadczeniem niezasłużonej miłości, a nie z zawstydzeniem w obliczu samego siebie, spowiednika czy Boga. Tego typu zawstydzenie czy ból byłby wyrazem skupiania się na sobie, a nie na spotkaniu z Bogiem, który w sakramencie pokuty i pojednania zaskakuje mnie swoją miłością, tak jak ojciec z przypowieści Jezusa zaskakuje miłością powracającego syna. Czwartym warunkiem owocnego przeżycia sakramentu pokuty i pojednania jest stanowcze postanowienie poprawy, czyli szczera decyzja o zmianie na lepsze własnego sposobu życia i postępowania. Spowiedź to nie analogia do detoksykacji, której poddają się niektórzy ludzie po nadużyciu alkoholu po to, by znowu mieć komfort picia. Sakrament pokuty i pojednania jest nie po to, by - popełniając kolejne grzechy - pocieszać samego siebie tym, że przecież znowu mogę się wyspowiadać i dlatego nie muszę zbytnio czuwać nad moim postępowaniem. Przeciwnie, sakrament ten jest doświadczeniem zdumiewającej i miłosiernej Miłości, która mnie zachwyca i mobilizuje do życia w świętości dzieci Bożych. Odpuszczenie grzechów w sakramencie pojednania zamyka przeszłość co do win, ale nie co do naturalnych skutków tychże win. Odpuszczone grzechy nie ciążą już na sumieniu, ale człowiek ponosi konkretne, nieraz bardzo dotkliwe konsekwencje ich popełnienia. Przykładem mogą być takie grzechy, które prowadzą do uzależnień, na przykład do alkoholizmu, narkomanii czy erotomanii. Człowiek dojrzały rozumie, że odpuszczenie grzechów, którego doświadczył w sakramencie pokuty, byłoby straconą łaską i straconą szansą, gdyby nie wiązało się z postanowieniem poprawy i z podjęciem konkretnych działań w tym celu, by to postanowienie rzeczywiście wypełnić. Na szczęście w życiu doczesnym nie ma decyzji czy sytuacji nieodwracalnych i dlatego poprawa życia jest możliwa dla każdego człowieka. Potwierdza to historia syna marnotrawnego, który bardzo daleko odszedł od ojca i od własnych aspiracji. Postanowienie poprawy powinno obejmować nie tylko zmianę poszczególnych zachowań, ale również dążenie do doskonalenia — według kryteriów Ewangelii - naszych więzi, wartości, ideałów, marzeń i aspiracji. Jeśli jakiś penitent odkrywa, że na skutek swoich słabości i grzechów popadł w uzależnienia, to powinien uznać oczywisty fakt, że samo postanowienia poprawy już nie wystarczy do zmiany życia właśnie dlatego, że postępowanie tego człowieka wymknęło się spod kontroli jego świadomości i wolności. Obowiązkiem moralnym w takiej sytuacji jest szukanie pomocy u specjalistów w danej dziedzinie, podjęcie stosownej terapii lub włączenie się w odpowiednie ruchy samopomocy (na przykład grupy Anonimowych Alkoholików, Erotomanów czy Hazardzistów). Piątym warunkiem owocnego przeżycia sakramentu pokuty i pojednania jest zadośćuczynienie. Popełnione grzechy są zawsze krzywdą wyrządzoną samemu sobie, a często także innym ludziom (krzywdząc innych ludzi, krzywdzę też samego siebie, bo oddalam się od miłości i radości!). Rozgrzeszenie nie tylko nie uwalnia od naturalnych konsekwencji danego grzechu, ale też nie zwalnia z obowiązku wynagrodzenia za popełnione krzywdy. Bóg przebacza mi grzechy, bo żałuję za nie szczerze i postanawiam się poprawić. Ale jednocześnie Bóg odsyła mnie do bliźniego z obowiązkiem uczciwego zadośćuczynienia za wszystkie krzywdy, które wyrządziłem innym ludziom. Bóg przebacza mi w swoim własnym imieniu ból, który Jemu zadałem. Nie przebacza mi natomiast w imieniu skrzywdzonego przeze mnie człowieka. To ja mam obowiązek poprosić tego człowieka o przebaczenia, ale właśnie pod warunkiem, że naprawiam wyrządzoną mu krzywdę. Nie można zatem mylić zadośćuczynienia z otrzymaną od spowiednika pokutą. Pokuta ta jest — symbolicznym zwykle - znakiem, że uznaję moją grzeszność i że moje serce skruszone jest w obliczu Boga i Jego niezwykłej miłości. Jeśli spowiednik zobowiązuje danego penitenta - na przykład - do oddania skradzionych pieniędzy, to nie jest to pokuta, lecz zobowiązanie do spełnienia obowiązku zadośćuczynienia. Obowiązek ten nie wynika z przyjęcia pokuty lecz ze sprawiedliwości. Trzeba pamiętać, że penitent powinien zadośćuczynić za każdą wyrządzoną komuś krzywdę, a nie tylko za te krzywdy, które popełnił w sposób świadomy i dobrowolny i które w konsekwencji są grzechem. Trzeba też pamiętać o tym, że krzywda to nie tylko okradzenie kogoś czy stosowanie wobec kogoś przemocy. W odniesieniu do osób z najbliższej rodziny krzywdą jest już brak miłości, a nie dopiero uderzenie kogoś czy zadanie mu innej formy cierpienia. W obliczu małżonka, dzieci czy rodziców każdy z nas jest zobowiązany do tego, by kochać, a nie jedynie do tego, by nie krzywdzić. Zadośćuczynienie powinno być adekwatne i proporcjonalne do wyrządzonej krzywdy. Może zatem polegać, na przykład, na oddaniu skradzionych pieniędzy, na przeproszeniu za wyrządzoną komuś krzywdę moralną czy duchową, na publicznym odwołaniu oszczerstw rzuconych na drugą osobę czy na podjęciu terapii, jeśli ktoś zadaje ból innym ludziom swoimi zaburzonymi zachowaniami na skutek alkoholizmu, narkomanii lub innych uzależnień. W sytuacji, w której nie da się wprost zadośćuczynić wyrządzonej krzywdzie — na przykład zwrócić komuś utraconego z naszej winy zdrowia lub zadośćuczynić osobie, która już nie żyje - najlepszą formą zadośćuczynienia jest dojrzała i ofiarna miłość wobec ludzi, którzy żyją wokół mnie tu i teraz. Wypełnienie powyższych warunków sakramentu pokuty i pojednania nie oznacza, że stajemy się odtąd kimś doskonałym czy bezgrzesznym. Oznacza natomiast, że z całego serca dążymy do pełnienia woli Bożej i że pragniemy spełniać Jego marzenie, jakim jest nasza świętość. Owocem dojrzałego przeżywania sakramentu pokuty i pojednania jest stanowcze i świadome dążenie do świętości, czyli do ofiarnej i dojrzałej miłości mimo naszej niedoskonałości. opr. mg/mg
Każda spowiedź pozostaje dla wielu z nas trudnym doświadczeniem. Wymaga nawrócenia, czyli przemiany życia, a często mamy poczucie, że tyle razy próbowaliśmy i nic się nie zmieniło. Warto postawić sobie wtedy pytanie: dlaczego? W ostatnią niedzielę w przypowieści o miłosiernym ojcu Pan Jezus przypomniał nam, jak dobry jest zawsze przebaczający i pełen miłosierdzia Bóg, a także jak wielka jest radość, kiedy syn marnotrawny, czyli grzesznik, wraca do domu ojca. A ponieważ od kilku lat w naszej parafii celebrację pierwszej spowiedzi dzieci przed przyjęciem Komunii Świętej kończymy wielką ucztą, aby podkreślić wymiar radości jaka jest w niebie z każdego człowieka pojednanego z Bogiem, zapytałem dzieci przygotowujące się do tego sakramentu, co się wydarzy, kiedy już się wyspowiadają. Oczywiście miałem nadzieję, że w kontekście usłyszanej Ewangelii, usłyszę odpowiedź „uczta”, ale pierwszy chłopiec, który podniósł rękę, odpowiedział: „stres”. Odpowiedź chłopca wywołała oczywiście dość wesołą reakcję ze strony zgromadzonych w kościele wiernych, ale też na większości twarzy dało się zauważyć oznaki zrozumienia, a nawet zadumania. To normalne, że boli Nie ulega wątpliwości, że spowiedź pozostaje dla wielu z nas doświadczeniem trudnym, ale nie powinno nas to dziwić. Jak zauważył o. Józef Augustyn, „nasze grzechy kryją przecież rany, jakie zadaliśmy sami sobie. A ponieważ one nas upokarzają, wstydzimy się ich. Spowiedź jest zawsze jakąś formą autozdemaskowania, czyli ściągnięcia maski, jaką nieraz zakładamy na co dzień, chowając - niemal bezwiednie - nasze słabości i grzechy. Wyznając grzechy objawiamy się tacy, jakimi naprawdę jesteśmy. Im bardziej nasze maski przylegają do naszych twarzy, tym boleśniejsze bywa uwalnianie się od nich. Tylko wielcy święci, którzy masek nie noszą, nie boją się też bólu zdemaskowania. Ale i dla nich wyznanie grzechów bywa bolesne, ponieważ przypomina im o miłości Boga, którą rani przecież każdy, nawet najmniejszy grzech. Wyznanie grzechów w spowiedzi jest trudne także i dlatego, że odsłania rany, jakie zadaliśmy naszym bliźnim. Raniąc Boga i siebie samych, zranimy przecież i naszych braci”. Warto też pamiętać, że ten stres wynika również z konieczności potrzeby nawrócenia, czyli odmiany życia, co rzeczywiście jest procesem wymagającym, a często jest też poczucie, że przecież już tyle razy próbowałem i nic się nie zmieniło. U niektórych osób mogą jeszcze występować trudności związane z doświadczeniami z przeszłości, zwłaszcza z dzieciństwa, z niewłaściwym zachowaniem spowiednika, niezbyt delikatnym albo nazbyt wścibskim. I wreszcie cechy naszego charakteru, zwłaszcza u osób zamkniętych w sobie, nie pomagają. Spowiedź indywidualna nie jest więc doświadczeniem łatwym i nie powinno nas to dziwić. Arcydzieło Boże? Natomiast powinno nas dziwić coś innego, a mianowicie, dlaczego tak wspaniały sakrament nie przynosi w nas tych wszystkich owoców, które Bóg w nim zamierzył? Dlaczego częściej zdarza się, że po spowiedzi słyszymy od małżonki czy też rodziców wyrzut, że „niby byłeś u spowiedzi, a jesteś jeszcze gorszy niż przed” niż zachwyt: „oj chyba byłeś u spowiedzi, bo cię nie poznaję... jesteś jakiś inny, lepszy, pełen blasku...”. Jeżeli zajrzymy do Katechizmu Kościoła Katolickiego to możemy przeczytać w p. 1116, że sakramenty są „mocami, które wychodzą” z zawsze żywego i ożywiającego Ciała Chrystusa, oraz działaniami Ducha Świętego urzeczywistnianymi w Jego Ciele, którym jest Kościół, są „arcydziełami Bożymi” w nowym i wiecznym Przymierzu. Wystarczy przypomnieć sobie scenę z Ewangelii wg św. Marka, w której kobieta od 12 lat cierpiała na upływ krwi, wydała wszystko co miała, wiele wycierpiała od lekarzy, a nikt jej nie pomógł i kiedy usłyszała o Jezusie, podeszła i dotknęła się Jego płaszcza. „Mówiła bowiem: «Żebym choć dotknęła Jego płaszcza, a będę zdrowa». Zaraz też ustał jej krwotok i poczuła w swym ciele, że jest uleczona z dolegliwości. A Jezus natychmiast uświadomił sobie, że moc wyszła od Niego”. Dlaczego my nie czujemy tych mocy wychodzących od Jezusa, skoro sakramenty SĄ mocami wychodzącymi z ciała Chrystusa, które nas uzdrawiają i przemieniają? Dlaczego nie odczuwamy tego w spowiedzi? Czy w tym arcydziele coś Panu Bogu nie wyszło? Myślę, że intuicyjnie wszyscy się domyślamy, że to nie Panu Bogu coś nie wyszło, ale chyba z naszej strony musi być jakiś problem, jakaś blokada, która uniemożliwia pełne działanie Bożej łaski. Pierwszy warunek ewangeliczny Oczywiście mamy pięć warunków dobrej spowiedzi i pewnie poważne ich potraktowanie znacznie poprawi przeżywanie sakramentu pokuty i pojednania, za chwilę też zajmę się jednym z tych warunków, a może i dwoma. Ale zanim w ogóle zastanowimy się nad tymi warunkami i w tym miejscu, ale przede wszystkim w naszej praktyce spowiedzi, trzeba sobie uzmysłowić jedną bardzo ważną rzecz. Mianowicie Pan Bóg wszystko daje nam za darmo, z miłości do nas, ale za jedną rzecz każe sobie zapłacić. Za przebaczenie. Wiem, że brzmi to nieco szokująco, ale tak właśnie jest. Pan Bóg chce abyśmy za Jego przebaczenie zapłacili naszym przebaczeniem wobec innych. Przypominamy sobie o tym sami kilka razy dziennie recytując (może właśnie recytowanie modlitwy zamiast przeżywania jej sprawia, że bywa ona tak bardzo odseparowana od życia?) modlitwę „Ojcze nasz”, której nauczył nas sam Jezus: „Odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom” mówimy, a w Ewangelii znajdziemy jeszcze wyjaśnienie: „Jeśli bowiem przebaczycie ludziom ich przewinienia, i wam przebaczy Ojciec wasz niebieski. Lecz jeśli nie przebaczycie ludziom, i Ojciec wasz nie przebaczy wam waszych przewinień”. (Mt 6, 14-15). I jeszcze jeden cytat z tej samej Ewangelii: „Jeśli więc przyniesiesz dar swój przed ołtarz i tam wspomnisz, że brat twój ma coś przeciw tobie, zostaw tam dar swój przed ołtarzem, a najpierw idź i pojednaj się z bratem swoim. Potem przyjdź i ofiaruj dar swój”. Ten drugi cytat pokazuje nam, że nie tylko jeśli chodzi o przebaczenie, ale w ogóle żeby mieć coś wspólnego z Panem Bogiem, trzeba przebaczyć. Dlaczego Bóg tak się przy tym upiera? Z bardzo prostego powodu: Bóg chce żebyśmy byli szczęśliwi, a nawet współczesna psychologia pośród warunków, bez spełnienia których o szczęściu nie ma mowy, wymienia umiejętność przebaczenia. Bóg chce nie tylko naszego szczęścia w niebie, ale również tutaj, dzisiaj. Dlatego chce, abyś przebaczył. Często w konfesjonale możemy usłyszeć obiekcję, że ktoś nie może przebaczyć, bo druga strona tego nie chce, nie zgadza się, więc może warto przypomnieć, że przebaczenie może być procesem jednostronnym. To znaczy ja nie potrzebuję zgody drugiej osoby, aby jej przebaczyć, nie potrzebuję jej współpracy. Inaczej to wygląda z pojednaniem, bo tutaj, jak do tanga, trzeba dwojga. To jest drugi etap, najpierw sobie wzajemnie przebaczamy, a potem następuje pojednanie. Jednak, aby być gotowym do przyjęcia Bożego przebaczenia, potrzebujemy wybaczyć bliźnim, jeśli nastąpi również pojednanie, tym lepiej, ale Bóg nie uzależnia od niego swojego dla nas przebaczenia. Można więc powiedzieć, że w tym kontekście wszystko zależy wyłącznie od nas. Warunki katechizmowe Czasami sobie myślę, że dobrze byłoby, aby w te katechizmowe warunki dobrej spowiedzi włączyć to, o czym pisałem wyżej, ale pewnie w jakimś sensie przebaczenie bliźniemu jest wpisane w ostatni z pięciu warunków, czyli „zadośćuczynienie Panu Bogu i bliźniemu”, które następuje już po spowiedzi indywidualnej. Nie mam już tutaj miejsca, aby szczegółowo zatrzymać się nad każdym z warunków dobrej spowiedzi, dlatego ograniczę się do jednego, a mianowicie do mocnego postanowienia poprawy. Do myśli, którymi się tutaj podzielę zainspirował mnie ks. Zbigniew Paweł Maciejewski, autor naszych rekolekcji wielkopostnych z „Opiekunem”, do których lektury zachęcam. Konkretnie chodzi o pewną postawę dziecka, które coś przeskrobie. Przed laty ojciec ściągał pasek ze spodni i bez względu na to, czy go użył czy nie, dziecko zwykle zarzekało się, że „już więcej nie będę, tatusiu, obiecuję, już więcej nie będę”. Dzisiaj nie wolno takich kar stosować, więc mama albo tata rekwiruje za karę smartfona na kilka dni. Ale reakcja dziecka jest oczywiście taka sama, jak przed laty: „mamusiu, proszę cię, tylko nie komórkę, ja już naprawdę więcej tego nie zrobię”. Niestety, ta postawa „ja już więcej nie będę” nie zanika z wiekiem i większość z nas dorosłych dokładnie w taki sam sposób zachowuje się wobec Boga: „Już więcej nie będę”, choć gdzieś z tyłu głowy wisi nad nami jak miecz myśl, że niestety, ale wiem, że będę grzeszył tak samo jak przedtem. Jest to o tyle ciekawe, że jeśli poczytamy choćby psalmy pokutne, czy Ewangelie, właściwie nigdy nie słyszymy takich zapewnień. Tam zawsze jest prośba o miłosierdzie, prośba o przywrócenie radości z istnienia, prośba o Boże działanie. Mocne postanowienie poprawy nie powinno więc chyba polegać na „ściemnianiu” Panu Bogu, że „już więcej nie będę”, ale właśnie na zrobieniu kroku do tyłu. Ja sam nie dam rady. Tyle razy obiecywałem i nic. Może więc trzeba schować swoje ego (które jest potrzebne w szczerym oskarżeniu się „Boże bądź miłościw mnie grzesznemu”) i powiedzieć: „Panie Boże, Ty w to wejdź. Ty zajmij te miejsca, które wcześniej zajmował grzech, Ty je wypełnij swoją obecnością, natchnieniem, łaską, dobrem, czymkolwiek chcesz. Ty się tym zajmij Jezu” - jakby to powiedział tak dzisiaj popularny ojciec Dolindo. Podsumowując nasze refleksje o spowiedzi: bierzmy na siebie pełną odpowiedzialność za wybaczenie innym, zróbmy miejsce dla Pana Boga w przemianie naszego życia. opr. mg/mg
Aby należycie odbyć ten Sakrament, to należy spełnić tych 5 warunków sakramentu pokuty:Objaśnienie 5 warunków sakramentu pokuty: Sakrament pokuty i pojednania jest to akt liturgiczny, podczas którego chrześcijanin wyznaje swoje grzechy prosząc tym samym o Boże miłosierdzie i pojednanie z Kościołem. Aby należycie odbyć ten Sakrament, to należy spełnić tych 5 warunków sakramentu pokuty: Rachunek sumienia Żal za grzechy Mocne postanowienie poprawy Szczera spowiedź Zadośćuczynienie Panu Bogu i bliźniemu Rachunek sumienia warto jest wykonać wykorzystując do tego np. książeczkę, bądź jeden z rachunków dostępnych w internecie. Szczególnie zachęcamy do zapoznania się z tymi witrynami: RACHUNEK SUMIENIA – KAPUCYNI RACHUNEK SUMIERNIA – DOMINIKANIE Powyższe rachunki sumienia zostały stworzone z myślą o osobach dorosłych! Zapraszamy także do zapoznania się z innymi artykułami dostępnymi na naszej stronie – PAX! Objaśnienie 5 warunków sakramentu pokuty:
jeden z warunków sakramentu pokuty